Szczęśliwy pies – co to znaczy?

Łapa Łapa

akrobacje psa w psim przedszkolu

Pytanie. Czy pies zrównoważony jest szczęśliwy. Odpowiedzi nie  jest taka prosta i jednoznaczna. Pewnie dla każdego z nas, pies zrównoważony znaczy troszeczkę coś innego.

Od czego zależy szczęście naszego psa?

To my decydujemy prawie w 100% co pies ma robić. Jest absolutnie zależny od nas. My mamy wpływ na to co je i ile, w jakich godzinach, wyznaczamy godziny wyjścia na spacer. To decydujemy czy ma się rozmnażać czy nie. To my określamy, które zachowania są dla nas akceptowalne a które nie. Przez nasze szkolenie psa wpływamy na jego naturalne zachowania wynikające z charakteru, temperamentu  czy upodobań oraz predyspozycji. Jedne z nich wzmacniamy a inne osłabiamy, kształtujemy je na naszą wizję ułożonego psa. Często widzimy u innych właścicieli czy sami doświadczamy zadowolenia jakie nam daje nasz pupil gdy spokojnie idzie przy nodze i nie zwraca uwagi na inne psy czy zwierzęta. Podobnie jest w czasie szkolenia psów kiedy psiak wykona jakiś element nauki szybciej niż inne. Ja obserwuję to bardzo wyraźnie prowadząc szklenia psów. Niektórzy klienci wręcz rywalizują, który pies szybciej czy bardziej poprawnie będzie wykonywać dane polecenie. Jeżeli chodzi o naukę psa to myślę, że jest podobnie jak z ludźmi. Prowadząc od wielu lat szkolenia psów i obserwując własne, zauważyłem, że są takie, które lubią się uczyć same i sprawia im to niesamowitą radość, inspirują przewodnika do wymyślania nowych zabaw czy sztuczek. Jest również grupa psów, które bardzo ciężko podaję się szkoleniu. Trudno jest je zmotywować czymkolwiek czy zachęcić do współpracy. Najlepiej czyją się jak nikt nic od nich nie chce.

Zrównoważony pies, czy to oznacza szczęście?

A wracając do tematu. Mam coraz więcej wątpliwości czy to takie wielkie szczęście być zrównoważonym psem. Wyobraźmy sobie lub przypomnijmy taką sytuację kiedy wracamy do domu do  naszej bliskiej osoby po dłuższej czy krótszej nieobecności. Jak  wygląda wtedy nasze przywitanie? Czy podajemy sobie dłonie na przywitanie i mówimy chłodnym, beznamiętnym głosem cześć, dzień dobry, witaj i idziemy rozpakować nasze rzeczy. Raczej nie witamy jest z całą pewnością bardziej gorąco i ekspresyjne. Przeważnie obejmujemy, przytulamy, całujemy bliską nam osobę. W sposób oczywisty okazujemy sobie nawzajem radość z tego, że jesteśmy już razem.

Podobnie każdego dnia wita nas tak nasz pies. Często skacze, merda ogonem, staje na tylnych łapach, chce być jak najbliżej nas, rozdaje psie całuski.

Trudno jest mi określić na ile ludzkie uczucia pokrywają się z psimi ale myślę, że w tym przypadku w stu procentach.

A teraz wyobrażamy sobie, że ktoś nam zabrania okazywania naszych uczuć przy powitaniu, i wywiera na nasz taki wpływ abyśmy tego nie robili. Czy przypadkiem brak możliwości okadzenia naszej radości  nie byłby dla mocno frustrujący i irytujący. Dla mnie z całą pewnością tak i dla moich psów również. Pewnie zaraz odezwą się głosy, dziękuję za taką 40 kilową radość, która skacze na mnie. Wiem nie jest to dla ludzi może zbyt przyjemnie, szczególnie gdy ma się na sobie eleganckie ubranie, ale akurat tą fazę psiego przywitania jest dosyć łatwo wyeliminować. Ten prosty przykład niemożności uzewnętrznia, okadzenia uczuć przez psa przy przywitaniu karze mi się zastanowić jak to wpływa na jego psychikę. Czy aby nasze wymagania co do zachowania psów są właściwe i konieczne.  Powiem szczerze, że gdy widzę psy, które ledwo podnoszą głowę na widok swoich właścicieli to mam nieodparte wrażenie, że coś jest nie tak. Ja swoich nie pozbawiam  radości przywitania się ze mną. I myślę, że warto się nad tą kwestią zastanowić. CDN